Nie ukrywałaś swoich łez, które
ciurkiem ciekły po policzkach. Patrzyłaś na Grześka z wyraźną nieobojętnością w
oczach. Nie chciałaś, by teraz sobie poszedł. Nie chciałaś, by znów zostawił
cię samą z problemami. Wiedziałaś, że to co się działo pomiędzy wami w
przeszłości, to wasza wspólna wina, ale nie chciałaś tego tak zostawiać. Nie
chciałaś, by wasza przyjaźń poszła na straty. Nie mogłaś go stracić, bo nie
wyobrażałaś sobie swojego życia bez niego.
Z drugiej strony nie miałaś już
siły. Zdawałaś sobie sprawę, że nie wytrzymasz tak dłużej. Prawda cisnęła ci
się na usta, chcąc byś ją w końcu wykrzyczała. Może to by coś zmieniło? Może
zwykła ignorancja z jaką traktował cię chłopak zmieniłaby się w coś innego? Nie
liczyłaś na wiele. Nie oczekiwałaś, że nagle staniesz się jego oczkiem w
głowie. Chciałaś tylko, by cię zauważał, nie traktował jakbyś siłą wpieprzyła
się w jego ułożone życie i zniszczyła mu wszystko, co sam zbudował.
Widziałaś jego wzrok, który
przesuwał się po twojej twarzy. Był zaskoczony. Nigdy dotąd nie płakałaś w jego
obecności. Nie pokazywałaś słabości. Nie przy nim. Łzy często ci towarzyszyły,
ale tylko w zaciszu twojego, pogrążonego w mroku, pokoju. W tym momencie
wiedziałaś, że nadszedł czas, by dowiedział się wszystkiego, co dotąd trzymałaś
głęboko w sercu. Dowie się, jak wiele bólu ci sprawił przez te wszystkie lata.
Dowie się, jak bardzo chciałabyś, by znów był starym Grześkiem. Tym, którego
znałaś, podziwiałaś i skrycie kochałaś.
Zeszłaś z parapetu i stanęłaś
naprzeciw niego. Wpatrywałaś się w jego oczy, wiedząc, że sprawisz mu ból.
Jednak on nieświadomie sprawiał ci ból codziennie. Teraz jego kolej. Otworzyłaś
niepewnie usta, a potem wszystko potoczyło się samo. Z minuty na minutę
opuszczało cię napięcie, gromadzące się w tobie od dawna. Wykrzyczałaś mu
wszystkie swoje żale prosto w twarz, nie spuszczając wzroku z jego oczu. W
końcu dojrzałaś ból w tych znajomych tęczówkach, ale nie potrafiłaś przestać.
Musiałaś wyrzucić z siebie wszystko.
W końcu zapadła cisza. Stałaś
naprzeciw niego ze strumieniami łez, płynącymi po twoich policzkach i
obserwowałaś jak walczy sam ze sobą, zaciskając dłonie w pięści i oddychając
głęboko. Poczułaś zmęczenie ogarniające całe twoje ciało. Nie miałaś siły, by
mierzyć się z kolejną porcją bólu. Znów to robił. Znów cię ignorował.
Zachowywał się jakby cię tu nie było.
- Lepiej będzie jeśli się
wyprowadzę – rzuciłaś pustym głosem.
Wydawało ci się, że jedynie w ten
sposób mogłaś uratować resztki waszej przyjaźni, skoro wszystko zaczęło się od
kiedy ze sobą zamieszkaliście. Codzienne mijanie się w drzwiach nie pomagało
wcale utrzymać przyjaźni. Mieliście nadzieję, że będzie wspaniale. Kiedyś
potrafiliście godzinami rozmawiać, ale ograniczała was odległość. Odległość
zniknęła, ale pojawiło się nowe ograniczenie. Wy sami. Oboje mieliście
zobowiązujące zawody. On siatkarz, ty piłkarka ręczna. Bywało, że ty wracałaś
po wyjeździe do domu, a on z niego wychodził w tym samym celu.
Poczułaś ból, kiedy nadal nie ruszył się z miejsca. Nie
zaprzeczył. Nie próbował cię zatrzymać. Nie zależało mu na tobie. Serce
ścisnęło się boleśnie, a kolejne łzy napłynęły do oczu. Spuściłaś wzrok na
swoje ręce, a potem, nie mówiąc ani słowa, odwróciłaś się i zniknęłaś w swoim
pokoju. Po ciemku dotarłaś do łóżka. Zwinęłaś się w kłębek i szlochałaś
bezgłośnie.
Stałeś na środku kuchni i
próbowałeś opanować szalejące emocje. Jak mogłeś nie zauważyć? Jak mogłeś
okazać się tak cholernym, zadufanym w sobie dupkiem, by nie dostrzec, że twoja
przyjaciółka, osoba, z którą kiedyś dzieliłeś się wszystkim, cierpiała z
twojego powodu? Poczucie winy wypełniało cię całego. Złość, a właściwie
wściekłość na samego siebie nie ustępowała. I nie chciałeś, by ustąpiła. Miałeś
ochotę z całej siły walić głową w ścianę. Tak długo, dopóki nie zrozumiesz, jak
mogłeś tak traktować swoją przyjaciółkę.
Chce się wyprowadzić. Chce w
końcu pozbyć się źródła cierpienia ze swojego życia. I ma cholerną rację. Sam
chciałbyś się siebie pozbyć. Nie miałeś prawa próbować ją zatrzymać. Nie miałeś
prawa grać na jej emocjach. Nie miałeś prawa, by okłamywać ją błahym ‘zmienię
się’.
Jęknąłeś przeciągle, zaciskając
pieści na włosach. Straciłeś jej zaufanie. Zawiodłeś ją. Skrzywdziłeś.
Ignorowałeś. Ale nie zamierzałeś się poddawać. Być może nigdy ci nie wybaczy,
ale zamierzałeś zrobić wszystko, by znów zobaczyć uśmiech na jej twarzy.
Ruszyłeś do jej pokoju, tknięty
nagłym impulsem, by zapewnić ją, że zrozumiałeś. Otworzyłeś drzwi, które
skrzypnęły cicho i wszedłeś głębiej. Dostrzegłeś ją leżącą na łóżku, zwiniętą w
kłębek i najwyraźniej śpiącą. Choć na twarzy widniały nadal świeże ślady łez,
jej oddech był miarowy i spokojny. Nie potrafiłeś patrzeć na nią, na jej łzy.
Nigdy wcześniej nie widziałeś jej w taki stanie. Nigdy nie widziałeś jej łez. Z
góry założyłeś, że dziewczyna ma wspaniałe życie, w którym brak problemów.
Żaliłeś się jej z każdej swojej porażki, każdego błędu, ale nigdy nie dałeś jej
w zamian tego samego.
Podszedłeś do niej i przykucnąłeś
przy brzegu łóżka. Odgarnąłeś zbłąkany kosmyk włosów z jej twarzy i pocałowałeś
ją czule w czoło. Wyszeptałeś jedno słowo, wypełnione całym bólem, jaki w tym
momencie odczuwałeś.
- Przepraszam.
><><><><><><><><><
Kolejny rozdział. Co myślicie? Co tak naprawdę się między nimi dzieje? ;)
Nie oceniajcie Grzesia zbyt pochopnie. Owszem on dużo gada i nie hamuje się przy Kasi, ale to jego naturalne zachowanie. Z kumplem gadałby w ten sam sposób. Jest po prostu troszkę ślepy i nie potrafi dostrzec, że Kasia jest dużo bardziej wrażliwsza. ;)
Dziękuję za pozytywne opinie! Mam nadzieję, że nie zawiodę! ;*
Rozdział przepełniony bólem i cierpieniem. Taki emocjonujący.
OdpowiedzUsuńOczywiście, że się nie zawiodłam :)
Mam nadzieję, że się między nimi jakoś ułoży. Moim zdaniem nikt nie jest bez winy w tej sytuacji. Trzymam za nich kciuki :D
Pozdrawiam ;*
Emocje są tutaj górą :)
OdpowiedzUsuńBól i rozpacz... Wysuwa się zdecydowanie na prowadzenie.
Już wszystko nadrobiłam i jestem pod wielkim wrażeniem :)
Czekam na kolejny.
Pozdrawiam :)
Dużo bólu i cierpienia w tym rozdziale, dużo za dużo. Jednak mam nadzieję, że jakoś to wszystko sobie poukładają razem i że Kasia się nie wyprowadzi. Coś czuję, że Grzegorz nie chciałby tego. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! ;*
Już jestem :)
OdpowiedzUsuńO jejku... piękny rozdział, wiesz? Smutny, pełen cierpienia, ale jednak piękny na swój sposób ♥
Chciałabym, żeby między nimi wszystko się ułożyło, bo oboje na to zasługują. Będzie ten happy-end, prawda? :)
Buziaki :**
PS. Zapraszam do siebie na dwunastkę. Mam nadzieję, że wpadniesz ♥
Jestem, jestem :D
OdpowiedzUsuńNie wiem, kicia, czy Ci już to kiedyś pisałam, ale masz świetny talent do opisów. Na przykład w tym rozdziale praktycznie nie ma dialogów, a opisy są tak skonstruowane, że nie potrzeba rozmów, żeby wiedzieć, co postacie miały sobie do przekazania. ja na przykład tak nie umiem, ale Ciebie za to podziwiam :D
No a co do treści... Uważam, że Grzesiek ma za co przepraszać. Poniekąd jest odpowiedzialny za całą tą sytuację i teraz naprawdę musi się postarać, żeby odzyskać zaufanie przyjaciółki. Chociaż wydaje mi się, że on tak tego nie postrzegał. Nie wiedział, że niszczy ich przyjaźń. Może po prostu nie dostrzegał, że dziewczyna też potrzebuje uwagi? Chociaż to akurat jest oczywiste... Każda kobieta potrzebuje uwagi.
mimo wszystko uważam, że dziewczyna miała rację. I tak ciągle się mijają, a kiedy już są razem, to i tak nie ma miedzy nimi tego porozumienia. ponadto po przeczytaniu jednego z akapitów przypuszczam (słusznie?) ze ona się w nim podkochuje. I jeśli to prawda, to naprawdę mi jej żal. I mam nadzieję, że chłopak nie dopuści do tego, żeby ona się naprawdę wyprowadziła. Jeśli mu na niej naprawdę zależy, to na zwykłym "przepraszam" się nie skończy. I dobrze, bo na odbudowanie takich więzi potrzeba prawdziwego wysiłku.
Wybacz Kicia, że komentarz taki nieskładny, ale w taki gorąc nie stać mnie na nic lepszego :P
Buźki :*
Jestem! ;) Wybacz opóźnienie, nie będę Cię zanudzać głupimi usprawiedliwieniami. ;)
OdpowiedzUsuńRozdział genialny, dosłownie majstersztyk. ♥
Co mi się podoba? Dosłownie wszystko.
Co się dzieje między tą dwójką? Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że Kasia nie czuje do Grzesia tego, co czuje przyjaciółka. Wydaje mi się, że to wszystko boli ją o stokroć bardziej, ponieważ zadłużyła się w naszym bohaterze. Wydaje mi się, że to, iż nie mają dla siebie czasu, że mijają się w drzwiach, jest tylko suchą wymówką.
A co do Grzesia? Postrzegam go właśnie tak, jak opisałaś w notce pod rozdziałem. Wydaje mi się też, że on nie do końca jest świadom tego, co dzieje się dookoła. Przecież to jego przyjaciółka, tak? On nie ma dla niej czasu, ona nie ma czasu dla niego. To ją boli. Tak powiedziała. Nie wysłuchuje jej nigdy, ale sam opowiada jej o swoich podbojach. Tak powiedziała. I to mu wystarczy. Facet to prosta materia. Nigdy nie szuka drugiego dna. Nigdy nie widzi ukrytego sensu w wypowiedzianych słowach.
Jestem ciekawa jak potoczą się ich losy. Czy Kaśka faktycznie się wyprowadzi? A może Grzesiek obieca, że postara się znaleźć dla niej więcej czasu? Może oboje złożą sobie obietnicę, że poświęcą sobie więcej wolnego czasu?
Z niecierpliwością czekam na kolejny! ;))
Buźka! ;*
O jezusicku! opisu uczuć chciałabym się od Ciebie uczyć najdroższa! Mega emocjonujący rozdział!
OdpowiedzUsuńOby Kaśka przyznała się wszem i wobec co się u niej w serduchu dzieje.
I oby Grześ postarał się znaleźć więcej czasu dla przyjaciółki.
Pozdrawiam serdecznie
PS. Zapraszam na 26.rozdział http://sklotmoimdomem.blogspot.com
Pięknie piszesz!
OdpowiedzUsuńKaśka ewidentnie jest zakochana w Grześku, czasami tak jest że przyjaźń przeradza się w coś więcej, ale Grzegrzowi ewidentnie trzeba dużo więcej czasu żeby to dostrzec.
Oczywiście, że nadal jestem zainteresowana.
OdpowiedzUsuńKaśka wszystko mu wykrzyczała, chociaż nie jestem pewna, czy aby na pewno wszystko mu wyznała.
Oby Grzesiek faktycznie wreszcie poszedł po rozum do głowy! Może teraz wszystko się ułoży :)
całuję ;*
Dopiero teraz tutaj trafiłam, ale zostanę oczywiście do końca :) Podoba mi się sposób, w jaki prowadzisz narrację ;)
OdpowiedzUsuńLubię takie historie, rutyna, która wkradła się w życie Kaśki jest jedną z najgorszych rzeczy, jaka może spotkać młodego człowieka. Zastanawiam się, jak i kiedy to się właściwie stało...
Po drugiej stronie Grześ, który najwidoczniej nie dostrzegał problemów Kasi... Wolę myśleć że ich nie widział, niż że NIE CHCIAŁ ich widzieć.
Pozdrawiam! :*
Przepięknie piszesz! Aż mi samej zrobiło się przykro z powodu sytuacji Kasi. Grzesiel jest winny, ale po prostu był ślepy. Taki ma charakter a wyrzucenie wszystkiego z siebie, co uczyniła Kasia było dobrym posunięciem. Końcówka przeurocza ❤
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na wiecej!!
Ps. Mozesz informować w zakladce spam?
http://tyska-podstrona.blogspot.com
Wreszcie przeczytałam. ! Widać, że im obu jest bardzo ciężko. Kiedyś dzielące ich kilometry, a teraz problemy ze wspólnym mieszkaniem. Wiele wyrzeczeń i kompromisów. Ale to wszystko niesie za sobą zawód sportowca, zwłaszcza siatkarzy i piłkarzy ręcznych. Kasi jest ciężko, bo z jednej strony wciąż chce być przy Grześku, ale z drugiej strony czyje , że to nie ma sensu. Wie, że musi się wyprowadzić, bo przecież i tak ciągle się mijają. Dziewczyna bardzo cierpi, ale dobrze, że Grzesiek lekko się ogarnął. Ostatnia scenka była przeurocza. Dobrze, że do Niej przyszedł i przeprosił. To na pewno w jakiś sposób pozwoliło Jej odzyskać nadzieje, że Jemu na Niej zależy. Jeśli mówisz, żeby Go nie oceniać Go zbyt pochopnie, to w porządku.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny ! Buziaki ;*
Powiem szczerze, że na razie to ciężko jakkolwiek ocenić Grzesia. Napisałaś pod rozdziałem, że czasem gada przy Kaśce różne rzeczy i żeby go nie potępiać, a jak na razie to odezwał się dwoma słowami "już jestem" i "przepraszam". Także nie wiem co o nim myśleć, bo tak naprawdę nie wiem jak on się do niej odnosi. Wiem, że jest bierny i wygląda na obojętnego. Mimo iż wiemy, że nie jest obojętny, to tą swoją ciszą, przeżywaniem wszystkiego w samotności takie właśnie wrażenie sprawia. Mnie zawsze nosi jak widzę, że ktoś coś myśli, czuje, chce powiedzieć, a mimo tego milczy. Bo milczenie może i jest zlotem ale akurat w takich sytuacjach sprawia, że między ludźmi rodzą się nieporozumienia. I myślę, że właśnie ten brak poważnej rozmowy spowodował, że przestali się dogadywać. Zależy im, a jednak nie potrafią do siebie dotrzeć! To takie... życiowe. Niestety ;/
OdpowiedzUsuńDobrze, że powiedziała mu co myśli, ale czy musiała krzyczeć? Nie lepiej było usiąść i na spokojnie porozmawiać, przecież on nie był świadomy jaki ból jej sprawiał, może wystarczyło go po prostu uświadomić?
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc, to taką furiatkę co wita mnie krzykiem też bym zignorował, bo co innego na to odpowiedzieć? Tylko krzyknąć, albo milczeć. Krzyk byłby czymś sprawczym wielką awanturę, a więc lepsza już chyba ignorancja, chociaż... "jeśli nie potrafisz mnie skrzywdzić to nie potrafisz mnie kochać", a więc może lepiej było się wydrzeć, zagrodzić jej drogę, chwycić za ramiona, potrząsnąć, rzucić na łóżko i rozpocząć ostrze pieprzenie? To by z pewnością nie było obojętne, ale czy byłoby właściwie? (wybacz, że obrałem taki tok myślenia, ale w komentarzu zawarłem wszystko co przyszło mi na myśl podczas czytania, tak na szybko, na gorąco ten komentarz pisałem).
dariusz-tychon.blogspot.com
Popieram rozmowę, ale niezwykle nerwowo i tak obojętnie im to wyszło. Znaczy ona była nerwowa, skołowana i płaczliwa, a on jak słup soli, którzy obserwowałby film, w którym rozgrywa się życie dwójki bohaterów, ale jednocześnie on sam nie brał w tym filmu udziału. Przykre, że nie powiedział czegoś, że jej nie zatrzymał.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
sie-nie-zdarza.blogspot.com
prawdziwa-legenda.blogspot.com