- Nie musisz tego robić. Przecież
wszystko jakoś się ułoży. Zapomnisz o nim, on zapomni o tobie i będziesz mogła
zacząć żyć na nowo. Z daleka od niego.
- Gdyby to było takie proste.
Gdybym potrafiła zapomnieć… - opuściłaś powieki, dając sobie chwilę na pozbycie
się łez. Miałaś wrażenie, że zamiast iść przez życie obraną ścieżką wprost do
kresu, błądziłaś wśród labiryntu uczuć i emocji, z którymi nie potrafiłaś sobie
poradzić. A to wszystko przez jedną osobę. – Ale o nim nie da się tak po prostu
zapomnieć.
Widziałaś bardzo dokładnie jak
Justyna przewraca oczami. Dla niej wszystko było jasne. Facet cię zranił,
rozbił twoje serce na kawałeczki, których nie poskłada jedno ‘przepraszam’. I
po części ma rację. Jedno słowo nie wystarczyło, by wymazać ból. Jednak
wystarczyło, by dać nadzieję na szczęśliwą przyszłość. A kto mógłby oprzeć się
szczęściu? Twoja siostra bardzo ci pomogła. Doceniałaś to, że przy tobie była,
że ci pomagała, że służyła (nie)zawsze dobrą radą. Ale teraz nie mogła cię
zatrzymać. Przytuliłaś ją na pożegnanie, a potem wyszłaś z mieszkania.
Zamknęłaś za sobą drzwi, opierając się o nie. Właśnie w tym momencie zeszłaś na
nową ścieżkę. Nie wiedziałaś zupełnie, dokąd cię ona zaprowadzi, co na niej
znajdziesz: cierpienie czy radość, ból czy szczęście. Ale jeśli prowadziła ona
do serca Grześka, to poradzisz sobie ze wszystkim.
Wydawało ci się, jakby wszystkie ścieżki
prowadziły z powrotem do Kędzierzyna. Mknęłaś drogami, zostawiając za sobą
wszystkie obawy. I nawet czerwone światła nie doprowadzały cię do szaleństwa.
Czy to świadomość, że wracasz do domu, tak na ciebie wpłynęła? Czy może raczej
była to perspektywa ponownego zobaczenia tych cudnie niebieskich tęczówek, w
których tym razem pozwolisz się sobie zanurzyć?
Pierwsze wątpliwości ogarnęły
cię, gdy stałaś na progu swojego byłego mieszkania. Miejsce, w którym spędziłaś
tak wiele lat, stało puste. Kiedy nikt nie odpowiadał na dzwonek do drzwi, wyszperałaś
w torebce własny komplet kluczy. Otworzyłaś zamek i weszłaś do środka.
Rozglądałaś się po mieszkaniu z ciekawością. Chciałaś dostrzec wszystkie
zmiany, jakie tam zaszły. Ale było ich niewiele. Ściany nadal wyglądały pusto,
gdy pozdejmowałaś z nich swoje zdjęcia i obrazy. Na półkach nadal pozostawione
były puste ślady po twoich pamiątkach. Tylko jedna zmiana rzuciła ci się w
oczy.
Wasze wspólne zdjęcie, stojące
dotychczas na komodzie, zniknęło.
I to był moment, w którym serce zacisnęło się boleśnie w
supeł. Moment, który wybrały wątpliwości, by wielką falą zalać myśli. Moment, w
którym miałaś ochotę zawrócić z nowo obranej ścieżki. I chciałaś to zrobić.
Chciałaś wyjść niepostrzeżenie i wrócić do Częstochowy, przyznając siostrze
rację i zacząć żyć na nowo życiem, w którym nie będzie już miejsca dla Grześka.
Ale uchylone drzwi do jego sypialni w mgnieniu oka cię od tego odwiodły.
Tajemnicza siła prowadziła cię wprost do pokoju Grześka, zachęcała cię, byś
usiadła na jego łóżku, wygładzając dłonią powstałe na pościeli zakładki. I to
właśnie ta nieznana siła zmusiła cię, byś spojrzała na nocną szafkę.
W jednej sekundzie serce
zacisnęło się ponownie. Tym razem boleśnie dawało o sobie znać wzruszenie. Bo
co innego można poczuć, kiedy spostrzeże się ten jeden, brakujący element?
Zdjęcie wcale nie zniknęło z mieszkania. Ono tylko zmieniło swoje położenie.
Teraz, upalcowane, znalazło się w jego sypialni. Przy jego łóżku.
Ale gdzie podział się właściciel?
Dopiero teraz spostrzegłaś
warstwę kurzu, pokrywającą każdy przedmiot w mieszkaniu. Grzesiek nie był typem
bałaganiarza, to tobie przypadła w udziale ta cecha. Wydało się to podejrzane.
Na tyle podejrzane, by zadzwonić do jedynej osoby, która mogła ci rozjaśnić
sytuację. Chwilę później, usłyszałaś głos Dominika, wraz z którym pojawiła się gama
emocji, wśród których przodowały strach i niedowierzanie.
Obudziłeś się, czując prawdziwą
Saharę w ustach. Rozejrzałeś się po sali w poszukiwaniu Wojtka, który w
ekspresowym tempie spełnił twoją prośbę. Spojrzałeś na niego podejrzliwie, ale
nie miałeś siły go przycisnąć. Zamiast tego opadłeś z powrotem na poduszki i
próbowałeś skupić myśli na czymś innym, niż pulsujący ból w całym ciele.
Zacząłeś analizować poprzednie tygodnie w nadziei, że wymyślisz przyczynę
pobytu w szpitalu. Miewałeś bóle mięśniowe, dużo trenowałeś, co skutkowało
stałym przemęczeniem, ciągle ganiałeś z jednego miejsca na drugie, a w końcu
zemdlałeś. Co to wszystko mogło oznaczać?
Lekarz wchodzący do sali, przykuł
twoją uwagę. Spojrzałeś ciekawie na jego twarz, na której malował się bardziej
grymas aniżeli uśmiech. Jakby próbował cię uspokoić, ale nie mógł wykrzesać z
siebie entuzjazmu. Wojtek miał zamiar wyjść, ale powstrzymałeś go. W twojej
głowie szalał niepokój, a potrzebowałeś kogoś, kto będzie cię wspierał. I
miałeś rację, bo słowa lekarza nie były ani trochę przyjemne. Nikt nie czuje
się przyjemnie, kiedy dostaje opieprz za zbytnie przemęczanie organizmu. Ale
nie to było najgorsze. Kolejne słowa doktora sprawiły, że każde wyobrażenie o
przyszłości, każde marzenie, każdy cel legły w gruzach. Dosłownie przełamały
się na pół, pozostawiając po sobie jedynie pustkę.
Nowotwór układu limfatycznego.
Nowotwór w wieku dwudziestu
trzech lat? Jak często coś takiego się zdarza? I dlaczego zdarzyło się akurat
tobie? Dlaczego teraz?
Pytania jedno po drugim pojawiały
się w twojej głowie, a pozostawione bez odpowiedzi, zagnieżdżały się w umyśle,
pozostawiając po sobie niesmak i bezsilność. Jedynie ręka Wojtka, ściskająca
twoją własną w geście wsparcia, ale i cierpienia, upewniała cię w przekonaniu,
że to wszystko nie jest snem. Łzy zebrały ci się w kącikach oczu, jednak żadna
z nich nie spłynęła po policzku. Nie mogłeś jeszcze bardziej dołować Wojtka.
Gdyby zauważył twoje załamanie… Dlatego zacisnąłeś zęby i kontynuowałeś rozmowę
z lekarzem. Dowiedziałeś się, co cię czeka. Dowiedziałeś się, co przyniesie ze
sobą rozwijająca się choroba. Dowiedziałeś się, jak możesz temu zaradzić. I
usłyszałeś jedną, naprawdę ważną, rzecz.
- Pana szanse są naprawdę duże.
Choroba została wykryta na tyle wcześnie, że, przy odpowiednim sposobie
leczenia, możemy pana całkowicie wyleczyć. Jednak to również niesie ze sobą
ryzyko. I oczywiście oznacza przerwę w grze. To jest pana decyzja, ale szanse
są naprawdę duże.
Poprosiłeś ich obu, żeby
zostawili cię samego. Lekarz zrozumiał, że miałeś sporo do przemyślenie i
potrzebowałeś czasu, ale Wojtek odrobinę się opierał. Nie mógł zrozumieć, nad
czym chciałeś się zastanawiać. Dla niego była tylko jedna opcja. W końcu
odpuścił, kiedy odwróciłeś się do niego plecami i zacisnąłeś pięści na kołdrze.
Byłeś zły. Na siebie, na świat, na Boga też. Złość jednak zaczęła słabnąć.
Beznadziejność sytuacji zaczęła przejmować nad tobą kontrolę. Zwykle to
siatkówka dawała ci siłę do walki, a teraz musiałeś również z niej zrezygnować.
Jak to się mogło udać? Jak miałeś walczyć, skoro choroba odebrała ci jedyną
miłość, która pozostała w twoim życiu.
Leżałeś nieruchomo na boku,
ciągle zaciskając z całej siły pięści i powieki. To nadal bolało. Ból wcale nie
zelżał. Starałeś się myśleć pozytywnie. Starałeś się wyobrazić sobie siebie w
przyszłości. Ale to nie takie łatwe, kiedy wisiało nad tobą okropne widmo
choroby, cierpienia, a nawet śmierci. Lekarz powiedział, że miałeś duże szanse,
ale jak wielu ludzi już to usłyszało? Jak wiele osób pozbywa się raka
całkowicie? Statystyki to liczby. Liczby to znaki rzeczywiste.
Rzeczywistym znakiem było również
skrzypnięcie drzwi. Myślałeś, że wyraziłeś się jasno i dadzą ci chociaż
namiastkę prywatności. Tymczasem ktoś właśnie wszedł do sali, zachowując się
najciszej jak tylko mógł, pewnie w obawie, że mógłby cię obudzić. Ale ty nie
spałeś. I nie potrzebowałeś również, by ktoś się nad tobą litował. Dlatego odwróciłeś
się, nie zważając na ból, i… zamarłeś. Bo obok ciebie stała osoba, której nie
spodziewałeś się zobaczyć. Ba! Nie zamierzałeś jej nawet zawracać głowy swoim
istnieniem, swoimi sprawami, problemami również. Zauważyłeś łzy w jej oczach.
Kolejna osoba, która się nad tobą lituje. Dość już zobaczyłeś. Ponownie się
odwróciłeś, ponownie próbowałeś się odciąć od bólu, który tym razem nie miał
nic wspólnego z chorobą. Twoje serce po prostu zabiło mocniej i szybciej.
Ale nie doceniłeś siły jej uporu.
Nie spodziewałeś się, że ona nie przejmie się twoim zachowaniem, że zrozumie,
dlaczego taki jesteś. Nie mogłeś wiedzieć, że nie kieruje nią wcale litość, ale
troska wynikająca z uczucia, jakim cię darzyła od lat. Nie widziałeś tego, bo
byłeś ślepy. I to nie tylko w tym momencie. Byłeś ślepy przez cały czas. Ale ta
ułomność zniknęła, kiedy jej dłoń, zacisnęła się na twojej własnej, kiedy z ust
popłynęły słowa, które tak bardzo potrzebowałeś usłyszeć. Kiedy w jakiś
niesamowity sposób, podzieliła się z tobą swoją siłą. Kiedy rozjaśniła pustkę
istniejąca w szufladzie podpisanej ‘przyszłość’. A uczyniła to za pomocą
zaledwie kilku słów. Ale za to jakich.
- Kocham cię, Grzesiek. I nie
myśl sobie, że teraz, kiedy w końcu to przyznałam, pozwolę ci odejść.
Będę za Nimi tęsknić, to na pewno! Blog jest cudowny, a historia dla mnie w sam raz długa i treściwa- zostawia pole manewru czytelnikowi.
OdpowiedzUsuńMoja droga, dziękuję Ci za tą historię. Rozwinęłaś we mnie poczucie świadomości uczuć i jak ciężko niekiedy wyrazić je choćby w prostych słowach.
Całuję :*
...
OdpowiedzUsuń...
...
Nie mam pojęcia co napisać.
Chciałaby Ci przekazać tyle, że nawet nie wiem co...
Zacznę od początku.
Zmiażdżyłaś mnie tym rozdziałem. Definitywnie.
Zastanawiałam się, czy wpleciesz do tej historii chorobę. Zdecydowałaś się na to.
Kiedy dowiedziałam się, że Grzesiek jest chory... (mówię tutaj o sytuacji rzeczywistej, nie o opowiadaniu :)) popłakałam się. Nie chodzi mi o to, że jestem jego wielką fanką. Nawet nie oglądam zbytnio siatkówki. Popłakałam się, bo człowieka młodego, spełniającego swoje marzenia, człowieka, który ma plany na przyszłość, który robi to, co kocha, spotkało takie nieszczęście. Po pewnym czasie okazało się, że choroba ustąpiła. Znowu łzy. Łzy szczęścia, że mu się udało. :)
A tutaj?
Tutaj miotały mną wszelkie skrajne emocje.
Cieszyłam się, że Kasia wyprowadziła się od siostry i wróciła do Kędzierzyna. Ucieszyłam się, bo wiedziałam, że teraz może być tylko lepiej. Kiedy nie widziała ich zdjęcia na komodzie serce zaczęło mi kołatać. Chciałam, żeby zagłębiła się w przestrzeń innych pomieszczeń. Chciałam, żeby ją znalazła. I znalazła. :)
A potem Grzesiek. Szpital, lekarz i diagnoza. Znowu płacz. I te same uczucia. Człowiek, który jest w sile wieku, który stracił wielką osobę - Kasię, człowiek, który nacierpiał się, ale mimo wszystko chciał iść dalej przez życie, napotkał przed sobą mur. Mur w postaci choroby. Uweirz mi, że łzy kapią mi do teraz. I co? I w końcu ona. Kasia. Jego nadzieja. Wiem, że ona pomoże mu zebrać siły i podjąć miecz do walki z chorobą. Jestem o tym przekonana. :)
Tak jak Grzesiu wygrał w życiu, tak wygra i tutaj. :))
Bardzo, bardzo dziękuję za to opowiadanie! ♥
Będę za nim tęsknić. :(
Buziaki! :*
Melduję się ♥
OdpowiedzUsuńHmm... kurczę, mam teraz taką pustkę w głowie, że nie wiem, co napisać...
Jestem naprawdę zauroczona i jednocześnie zmiażdżona tym rozdziałem. I nadal nie wierzę, że to już koniec. Przecież dopiero ta historia się rozpoczęła :)
Od samego początku miałam wobec naszych bohaterów skrajne uczucia. Zawsze były te pozytywne, ale też i negatywne. Teraz mogę śmiało stwierdzić, że zakończenie lepsze być nie mogło ♥
No nic, bardzo dziękuję ci kochana za to opowiadanie. Wszystko co dobre, niestety szybko się kończy ;) Będę tęsknić za naszymi nieobojętnimi ♥
Buziaki :**
Szkoda, że to opowiadanie skończyło się zanim w ogóle zdążyłam je znaleźć, Z drugiej strony, mogłam przeczytać wszystkie rozdziały pod rząd i nie musiałam katować się czekaniem na nowości :D Ja bardzo polubiłam tego radosnego Boćka i smutną Kasię. Nie wiem jak inni, ja nie zamierzam Grześka krytykować. Myślę, ze on jako facet, nawet nie zdawał sobie sprawy, że Kaśka była w nim od jakiegoś czasu zakochana. Sam, dopiero gdy stracił ją z oczu, zrozumiał co do niej czuje. Pozostaje jedynie cieszyć się, że wszystko ostatecznie skończyło się dobrze. Opowiadanie skończyło się w momencie diagnozy jego choroby, myślę, że w tych czekających go chwilach wsparcie i miłość Kasi przyda się mu jak nigdy wcześniej. A jako, ze wiemy, że Grzegorz z rakiem wygrał, to sama sobie dopowiadam, że ich związek wygrał również :)
OdpowiedzUsuńJeśli masz ochotę, zapraszam na mojego nowego bloga, http://wbrew-rozsadkowi.blogspot.com/ :) I proszę mnie poinformować, gdy pojawi się prolog na tym nowym, zapowiadanym przez Ciebie blogu :P
Trudno mi uwierzyć że to już koniec. Ale chyba jednak lepiej zakończyć opowieść w odpowiednim momencie, niż ciągnąć ją w nieskończoność. Zwłaszcza, że dajesz nam możliwość wyobrażenia sobie co tylko chcemy we własnym zakresie. (O)Powieści otwarte fantastycznie ćwiczą wyobraźnię ;) A Twoja zakończyła się idealnie - nie za wcześnie (zdążyliśmy poznać sytuację), ale i nie za późno. Po prostu wiemy że TEN moment był odpowiedni. Ode mnie ogromne brawa! :)
OdpowiedzUsuńCieszę się z dobrego zakończenia tej historii. Oboje zasługiwali na happyend. Kasia potrzebuje Grzesia, a on w tym momencie również musi mieć obok siebie osobę, która będzie go wspierać, walczyć razem z nim z chorobą no i po prostu go kochać. Mimo kompletnie nieromantycznych okoliczności, w których dziewczyna zdecydowała się wyznać swoje uczucie Grześkowi cała sytuacja wywołała we mnie to sławne 'AWWW' :) Cudowne. Wywołujące uśmiech mimo zestawienia odmiennych zjawisk - miłości (jako początku) i choroby (jako pewnego rodzaju końca). Pięknie opisywałaś uczucia przez ten cały czas. W jaki sposób bohaterowie uświadamiali sobie 'że to nie przyjaźń, raczej już kochanie'. Jak zagmatwane może być uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi, zwłaszcza, jeśli są przyjaciółmi. I żadne z nich nie chce wyznać uczucia, bo boi się odrzucenia, może nawet końca przyjaźni...
Pięknie. Nie żegnam się, oczywiście.
Dzięki za ten czas :*
Na początku przeczytałam "to koniec mojej przygody z pisaniem..." i naprawdę miałam ochotę się rozpłakać xD W ogóle to gratuluję Ci serdecznie, że po raz kolejny zdołałaś doprowadzić bloga do końca. Dla mnie jako czytelniczki to też zawsze jest wielkie wydarzenie, bo wiadomo, ze w trakcie czytania człowiek się przywiązuje do niektórych postaci i później ciężko się z nimi rozstać ;)
OdpowiedzUsuńW ogóle to jak czytałam wczoraj wieczorem tą scenę, to miałam ochotę skakać pod sufit, bo doczekałam się happy endu :D Bo muszę Ci przyznać, że po przedostatniej scenie naprawdę nie byłam pewna, czy rzeczywiście można się go było spodziewać.
jak Kaśka weszła do tego pustego mieszkania i nie zobaczyła tego zdjęcia, to pierwsze, o czym pomyślałam, to że Grzesiek wyjechał. naprawdę i już wtedy to była praktycznie pewna, że będzie to kolejne smutne zakończenie. A później znalazła to zdjęcie przy łóżku i prawdę powiedziawszy, to nawet jak czytałam o tym nowotworze Grześka to już się nie bałam, bo podświadomie wiedziałam, że Kaśka się pojawi i wszystko skończy się szczęśliwie xD
Nie wiem, czy Ci to już kiedyś pisałam, ale uważam, że mimo, że Twoje teksty są krótkie (a przynajmniej do tej pory były) to ślicznie opisujesz uczucia. Zarówno te pozytywne jak i negatywne. ja się rozpływam i wiem, ze jak czytam takie teksty, to się nie cofam, a jedynie mi tez one pozwalają w jakiś sposób się rozwijać. Mam nadzieję, że rozumiesz xD
Na nowego bloga wpadnę za chwilę, także możesz się mnie również tam spodziewać :D
Buziaki :*
http://uwiezieni-w-przeszlosci.blogspot.com
Trudno mi uwierzyć, że to już koniec. Ledwo co zaczęła czytać tę historię, a tu już ostatni rozdział. Szkoda, ale rozumiem zamysł. Miała być krótka, szybka i taka była. Udała ci się i muszę przyznać, że czytałam z wielką ciekawością. Ale jestem ogromnie zaskoczona, że tym razem postanowiłaś zakończyć pozytywnie! :D W sumie nigdy twoje zakończenia nie były specjalnie smutne albo nieszczęśliwe, w każdym można było dopatrzeć się pozytywów, ale to jest naprawdę happy;D Choć w sumie też nie do końca. Bo choć wygląda na to, że Grzesiek i Kasia się dogadają, to jest ten minus w postaci jego choroby. I nie można o tym zapominać, bo rak to rak. Nigdy nie wiadomo jak się będzie rozwijał i ile nerwów przysporzy. Ale pociesza mnie fakt, że lekarz był dobrej myśli. Grzesiek chce walczyć, na powód i osobę, która będzie przy nim, a to najważniejsze. Zauważyłam, że ty uwielbiasz swoich bohaterów wpakowywać w choroby;D Mańka przecież miała problemy ze zdrowiem, Anka zmarła, a Grzesiek rak:D
OdpowiedzUsuńAle wróćmy jeszcze na moment do Kaśki i Grześka. Cieszę się, że dziewczyna postanowiła wyznać wreszcie swoje uczucia i przyszła do niego. Czasem nie warto czekać aż druga osoba zrobi krok lub wyzna co czuje, czasami trzeba wziąć sprawy we własne ręce. Może gdyby Kaśka wcześniej się na to zdecydowała, to od dawna byliby razem, a to rozstanie w ogóle nie miałoby miejsca? Grzesiek zaczął, bo przeprosił, Kasia skończyła - bo wyznała miłość. I mamy happy end! :D
Bardzo dziękuję za to opowiadanie i mam nadzieję, że z kolejnym ruszysz niebawem. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na prolog ;)
Pozdrawiam! ;**
Przeczytałem ;-)
OdpowiedzUsuńPodobało mi się i faktycznie masz rację, że każdy z czytelników odbiera opowieść i jej bohaterów po swojemu. Ja nawet wolę jak są tacy, jak mają wady, niż gdyby mieli być wyidealizowani, bo to co idealne moim zdaniem jest nudne i nie potrafiłbym czegoś nudnego przetrawić. Póki co jest dziecinny Grzesiek, który może po przebyciu choroby dojrzeje i Kaśka która leci jak na skrzydłach do ukochanego umierającego. Nie będę ukrywał, że zawiodłem się najbardziej końcówką - happy endem, bo spodziewałem się go, a chciałem zostać zaskoczony jakimś dramatycznym zakończeniem.
Oczywiście będę czytał "Gen...". Czekam na prolog, o ile jeszcze go nie ma. Zaraz zerknę i zobaczę.
Pozdrawiam
dariusz-tychon.blogspot.com
Jestem i ja xD
OdpowiedzUsuńW życiu nie spodziewałam się, że wzięłaś na bohatera kogoś istniejącego, nie tylko z wizerunku, ale także z zawodu, imienia, nazwiska, itd. Ja rozumiem, że opowiadanie miało być takie krótkie, szybkie, bez zbędnych opisów, zatrzymywania się na czymś i myślę, że takie opowiadania po prostu są, a wszystko dłuższe, gdzie rozwodzimy się nad postaciami, ich zachowaniami, umeblowaniami mieszkań i opisami krajobrazów, to nie są opowiadania, a powieści, być może amatorskie, na blogach z pewnością amatorskie, ale jednak powieści. Ja nie mam nic do krótkich opowiadań, więc chętnie przeczytam twoje kolejne.
Nie spodziewałam się happy endu, chyba myślałam, że wrócą do siebie i po latach czy miesiącach wszystko znowu sprowadzi się do początku, czyli, e punkt wyjścia będzie taki jak ten wejścia - on w klubie, a ona taka zdołowana, oboje obojętni na wszystko, żyjący z dnia na dzień, bez większego celu, takim wyuczonym schematem.
Oczywiście chętnie też przeczytam twoje kolejne opowiadanie. Za moment je już dodam u siebie do polecanych, by nie zgubić. Po prostu czytam na tyle dużo, że muszę sobie zaznaczać gdzie skończyłam, bo na moją "bieżącość", to szczerze mówiąc nie ma co liczyć. Ja czytam gdy mam ochotę i czas i wolę chwycić za coś co ma nawet sto rozdziałów, ale jest ciekawe i na obecną chwilę mam na to ochotę, niż się przykładowo przymuszać do fantastyki, byleby być na bieżąco, a fantastyka to gatunek, który jak najbardziej czytam, ale jednak muszę mieć do niego takie podeście, tak nagle musi mnie wziąć chętka - podobnie mam z daniami ostrymi - jadam ze smakiem, ale rzadko. Dlatego jakbym się u ciebie nie pojawiała przez, powiedzmy pięć postów, to się nie przejmuj, bo wcześniej lub później, ale na pewno wpadnę i mam ciszą nadzieję, że tym razem nie będzie aż tak słodkiego happy endu ;-)
Pozdrawiam
sie-nie-zdarza.blogspot.com
prawdziwa-legenda.blogspot.com
Hej, co się z tobą dzieje? Gdzieś zniknęłaś? Czy aktualnie coś tworzysz?
UsuńPozdrawiam
PS. Jedno z moich opowiadań niedługo zostanie ukończone. Byłoby mi miło gdybyś na nie zajrzała. Serdecznie zapraszam.
„Zostaw uchylone...”